A nie pisałem…

Mamy koniec sierpnia 2010 roku. Chciałoby się dziś powiedzieć – a nie pisałem! Wprawdzie, jak widać po ilości wpisów, nie mam zbyt dużo czasu by zamieszczać coś tutaj, ale to co się aktualnie w Polsce dzieje dotyczy spraw z ostatnich dwóch postów…

Bo o ile mniej byłoby problemów, gdyby faktycznie ktoś USIADŁ I POMYŚLAŁ w sprawie krzyża, który już tak na prawdę nie jest krzyżem, tylko dwoma belkami, których rzekomi “obrońcy” nie widzą w swoim oku, ale widzą drzazgi w oczach… A zaczyna się o tego, że OCZEKUJEMY i WYMAGAMY od wszystkich wokół, tylko nie od siebie.

Szczególne pretensje mamy do… NICH. Tych tajemniczych NICH, którzy robią nam tyle złego. Widać i słychać było to w ostatnich wypowiedziach obrońców stoczni.
Sprawa wydaje mi się prosta – krzyczą ci, którzy jeszcze przez 20 lat wolnej Polski nie potrafili się odnaleźć i nie radzą sobie w nowych realiach. Wolą żyć w czasach, kiedy “czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy”.

A ja dla kontrastu powiem, że żyje mi się coraz lepiej, mimo, iż nie zarabiam zbyt dużo i mam na utrzymaniu żonę i dziecko… i to jest właśnie ten irlandzki cud.

Zapewne ten wpis wydał wam się zbyt jednostronny w czasach naszej wojny polsko-polskiej, ale jestem tego świadom. Rozliczy mnie/nas historia i mam nadzieję, że to pokolenie wpisane będzie w pierwszej kolumnie tego rozliczenia, czyli: “Przychody”.

I oczywiście tradycyjnie cytat z piosenki – pasuje idealnie:

Masz gotowość i masz wolę
Żeby jutro ruszyć w pole
I przywalić z siłą gromu
Tylko w mordę nie ma komu

Trwoga, ludzie, wielka trwoga
Trzeba nam wyznaczyć wroga
Bo inaczej, Panie, Pany
Same się powyrzynamy

“Trwoga” (sł. Jan Wołek, muz. Zbigniew Wodecki)

Czytaj dalej

Wymagania i oczekiwania

„Polityk, który próbuje zmajstrować coś przy ustawie sejmowej, policjant biorący łapówkę, urzędnik załatwiający posadę dla córki… To wszystko napawa mnie grozą…” – powiedział Janek, załatwiając znajomemu przyspieszenie papierkowo-urzędniczej roboty. Tak, tak… Tym samym Jankiem jesteśmy my wszyscy. Narzekamy na wszystko co się wokół nas dzieje, nie wiedząc, że od drobnych spraw buduje się silne (bądź słabe) społeczeństwo.

Pamiętacie głośną sprawę w partii PSL, kiedy to jeden z ich polityków nie widział niczego złego w pomaganiu członkom swojej rodziny, np. znajdując im dobre stanowisko. Jakież święte oburzenie pojawiło się na twarzach Janków Kowalskich, gdy usłyszeli słowa posła. On pochwala nepotyzm! Jak to!? Ano tak to. Właśnie dochodzę do wniosku (tzn. ten wniosek doszedł już do mnie dawno, ale teraz ja dochodzę do niego), że tak to jest człowiek skonstruowany, że lubi być pomocny dla bliskich, nawet jeśli ta pomoc może być nielegalna. Nie usprawiedliwia to w żaden sposób tych, którzy łamią prawo i wszelkie normy moralne, ale sprawia, że granica między zwykłą pomocą, a nepotyzmem czy kumoterstwem może być bardzo trudna do określenia. No bo cóż złego w tym, że syn pana Nowaka (żeby już nie kopać tych Kowalskich) dostał pracę dzięki ojcu, jeśli faktycznie jest on idealną osobą na to stanowisko? A może jednak coś w tym złego… Przecież ja mogłem dostać tę pracę, był konkurs… No tak, ale w konkursie Nowak okazał się lepszy… Ale dlaczego lepszy – pewnie ojciec Nowaka szepnął kilka słów dyrektorowi… Jak on mógł szepnąć! To skandal… Itd., itp.

Z drugiej strony pojawia się głośna sprawa celebrytki Weroniki Pazury (definicja: celebrytka – osoba, która zbyt wiele w życiu nie osiągnęła, ale trzeba ją pokazać w telewizji i w internecie, gdyż jest żoną/mężem znanej osoby). Pani Weronika uwiedziona spojrzeniem agenta Tomka wzięła jakąś torbę, która rzekomo miałaby być łapówką (a może wynagrodzeniem, jak broni się Weronika P.). Ale czy w ten sposób każdy nie wziąłby łapówki. Gdyby do mnie podeszła urocza agentka i podałaby torbę z łapówką mówiąc, że to kosmetyki (lub torbę z kosmetykami mówiąc, że to łapówką – wszystko jedno) pewnie chwyciłbym przynętę… Zresztą, któż by nie wziął 500 tys. złotych?… Ja, ja nie!… Dobra, dobra. Nie ściemniaj…

Te dwie sprawy, jak i kilka innych, nakłoniły mnie do rozmyślań na temat dwóch słów: wymaganie i oczekiwanie. Och, jakże my lubimy oczekiwać od innych ludzi. Oczekiwać, żeby byli praworządni, niezłomni, krystalicznie czyści. Na przykład policjanci. Chcemy, żeby byli ucieleśnieniem waleczności Williama Wallace’a, pewności Davida Hasselhoffa z serialu Nieustraszony i niezłomności Chucka Norrisa. A tymczasem to są zwykli chłopcy, chłopcy z sąsiedztwa, kumple z podstawówki, którym wczoraj ubrano mundur. Nic więc dziwnego, że przyda im się dziś pięćdziesiąt złotych na lepsze jutro. Podobnie jest z drugimi panami w mundurach – żołnierzami. Wymagamy od nich, by w trakcie wojny stali na straży pokoju ( cha, cha – jak pięknie brzmią słowa „wojna” i „pokój” w jednym zdaniu), a oni zabawiają się z lokalnymi panienkami. Cóż w tym dziwnego? W domu też zabawiali się z panienkami, tylko przebywali w innej „lokalności”. A najwięcej wymagamy od polityków… Wszystko przez to, że oglądnęliśmy zbyt dużo filmów o niezłomnych stróżach prawa, o twardych, bez skazy, władcach. Niestety – wszystko to zabiegi „photoshopowe”. Takich ludzi nie ma. Zresztą, zapukajcie do pokoju obok i spytajcie, czy ktoś taki tam siedzi. Może się mylę… Może na chwile wyszedł i nie wrócił…

Jeśli ktoś dotarł do tego miejsca, pewnie teraz trzyma się za głowę i mówi: „Co on pisze, przecież nie można bronić tych wszystkich zachowań?”. I macie rację, nie można i wcale tego nie robię. Chodzi o to, że problem leży gdzieś indziej. Problem jest w nas. Może zacznijmy wymagać i oczekiwać od siebie… Nie, nie od swoich bliskich. Tylko od siebie. Może wtedy zmieni się nasz mały świat, a dzięki temu i nasz duży… Artyści narzekają, że coraz więcej muzyki można nielegalnie ściągnąć z internetu (internet celowo napisałem małą literą – jest to odwieczny problem językoznawców). Dlaczego nikt nie krzyczy za artystami: „Tak! To jest nielegalne. Ukróćmy to!”. Dlaczego? Bo każdy ściąga (właśnie teraz część czytelników sprawdziła, czy na torrencie ściągnęły się nowe pliki)…
Podsumowując, bracia i siostry (lub siostry i bracia), wymagajmy i oczekujmy wyłącznie od siebie. Może wtedy będzie lepiej i za dwadzieścia lat nie przyjdzie nam do głowy, żeby wykreślić z jakiejś ustawy: „…lub czasopisma”.

A na koniec cytat może nie do końca związany z tematem. Będzie o dojrzewaniu. Choć to akurat z wymaganiem i oczekiwaniem od siebie ma sporo wspólnego… Do następnego.

Płynie czas wolno tak
Jakby na wszystko miał czas
Pierwszy wąs pojawił się
Pod nosem mleka już mniej
Lecz łatwiej jest jak dziecko żyć
Dorosłym ja nie chcę być
Bawić się cały dzień
Taki już ze mnie leń

Trzeba dorosnąć
Trzeba być starym
Zacząć planować
Mieć życia zarys
Trzeba dorosnąć
Pomyśleć nieraz
Odłożyć w końcu
Zabawki, ale…
Jeszcze nie teraz
„Trzeba dorosnąć” (sł. P. Mazurek i P. Smakulski)

Czytaj dalej

Usiadł i pomyślał…

Dawno, dawno temu… gdzieś w odległej nam rzeczywistości wędrował pewien człowiek. Człowiek ten po prostu szedł. Nie myślał nad niczym. Lecz nagle w jego głowie narodził się pomysł. Pomysł stworzenia dzieła. Wtedy to człowiek USIADŁ I POMYŚLAŁ… Prawda, że piękna historia. Jakże piękne były czasy, gdy ktoś – zanim coś zrobił – usiadł i przemyślał. Spójrzcie jak mało jest takich sytuacji w naszej rzeczywistości. Wprawdzie siedzimy bardzo dużo – przed telewizorem, w samochodzie, przed komputerem czytając Inne Blogi (REKLAMA: Na Inne Blogi nie warto tracić czasu i siedzenia – czytajcie jedynie Ten Blog: Blog Poprawnego (Nie)Optymisty PO REKLAMIE), ale już z myśleniem jest gorzej. No dobrze, ktoś powie – przecież myślenia nie można zobaczyć. Rozumiem, nie można – ale widać skutki tego myślenia lub częściej jego braku. Kiepskie gazety, kiepskie filmy, kiepskie kabarety, kiepskie piosenki, ….
….
….
itd.
Jeśli już da się zauważyć skrawki procesów myślowych, to niestety nie łączy się to z wymienioną wcześniej czynnością, czyli siedzeniem. Możecie zapytać – po co komu do myślenia siedzenie? Już tłumaczę – otóż wielu jest takich, którzy pomyślą i zaczną coś pisać na kolanie, niby z braku wolnego krzesła, niby z braku czasu. I wychodzą z tego jedne wielkie bazgroły. Tudzież inni, którzy stojąc wpadną na pomysł zrobienia piosenki, przedstawienia, itp. i od razu biorą się do roboty. Z tego nie wyjdzie nic pięknego. Przecież każdy zna dobrą, babciną radę, która mówi: Nie myśl na stojąco, bo dostaniesz wrzodów… mózgu, czy jakoś tak. Nasze pokolenie charakteryzuje się chyba największą ilością ludzi pomysłowych, ale zarazem największą ilością ludzi bezmyślnych. Zresztą już przed laty Jean Cocteau, francuski pisarz i malarz powiedział: Dramatem naszych czasów jest to, że głupota zabrała się do myślenia. Niestety to zdanie jest wciąż aktualne.
Polecam więc – zanim coś napiszesz, zagrasz, namalujesz – usiądź i pomyśl, a później wymyśl… Później jeszcze raz usiądź i się zastanów…
Dla tych, którzy potrzebują w życiu schematów zamieszczam poniższy opis – co robić, by wymyślić coś dobrego. Oto dieta UIP, czyli „Usiadł i pomyślał”:

Gdy wpadnie ci do głowy pomysł i chcesz go zrealizować, zrób co następuje:
A. Usiądź;
B. Przemyśl dokładnie problem;
C. Wstań, pospaceruj, wyjedź gdzieś na rowerze, po czym wróć. Jeśli uważasz, że pomysł jest dobry, przejdź do punktu D. W przeciwnym wypadku wróć do punktu A.
D. Usiądź;
E. Przemyśl ponownie problem;
F. Wstań, pospaceruj, wyjedź rowerem, wróć;
G. „Prześpij się” z pomysłem (UWAGA! Przespanie się z pomysłem może obejmować od jednej do 365-ciu nocy, a nawet dłużej);
H. Jeśli nadal uważasz, że to jest dobry pomysł przejdź do punktu I. Jeśli nie – wróć do punktu A.
I. Usiądź i pomyśl, a następnie bierz się do działania. Możesz sobie powiedzieć, że „usiadłeś i pomyślałeś”.

Jak widać dieta nie jest prosta i na pewno nie jest dietą „cud”, ale gorąco polecam. Pisząc ten artykuł, miałem go już w głowie jakiś miesiąc temu, a jednak napisał go dopiero dziś. Do tego, w połowie pisania, skorzystałem z punku F, a dokładnie wskoczyłem na rower. Pewnie gdybym posiedział więcej, tekst byłby lepszy, ale… świat czeka na moje rady. (No dobrze, może i nie czeka, ale w końcu jestem Optymistą. To zobowiązuje!).

Wiem, wiem… Po co komu ta idea, żeby usiąść i pomyśleć, skoro wszyscy wokół tworzą „na kolanie” (co ciekawe, drugim kolanem dotykając ziemi, jakby klęczeli w nieustannej litanii: „Żeby to jakoś wyszło, ciebie prosimy…”). Nie będę się rozwodził nad pytaniem „po co”, zamiast tego – za Wojciechem Młynarskim – przywołam tych, którzy coś kiedyś wymyślili (na pewno przy tym usiadłszy nieraz) I zamiast minę mieć ponurą, skromniutko ot, z Ameryk którą – odkryjmy…

Napotkał Nobel kumpla raz,
A ten mu rzekł – Alfredzie,
Powiedzieć to najwyższy czas,
Że marnie ci się wiedzie.

Choć do retorty wciąż cię gna,
Choć starasz się od świtu,
Ty prochu nie wymyślisz, a
Tym bardziej dynamitu!

Spłonił się Nobel niczym rak,
Po cichu zaś pomyślał tak:

Róbmy swoje,
Pewne jest to jedno, że
Róbmy swoje,
Póki jeszcze ciut się chce,
W myśleniu sens, w działaniu racja,
Próbujmy więc, a nuż fundacja – wystrzeli,
Róbmy swoje,
Może to coś da? Kto wie?..
(„Róbmy swoje”, Wojciech Młynarski)

Czytaj dalej

Witaj wielki mały świecie!

Jakiś taki ten świat. Uściski wymieniamy przez monety.
Jakiś taki ten świat. Zamiast “kochanie” mówisz “kretyn”.
A przecież mamy dłonie i usta. Jak jest źle poprawiamy się przy lustrach.
Tylko jakoś tak głowy nie widać… Ludowy poeta rzekłby: “Bida panie, bida”.

“Jakiś taki ten świat”, P. Mazurek

Wszyscy mają blog. Mam i ja! Stworzyłem go z chęci i potrzeby pogadania ze światem oraz przedstawienia mojej schizofrenicznej walki pomiędzy pesymizmem a optymizmem. Jako że próbuję czasami być tym właśnie ludowym poetą i głównie za pomocą piosenek opowiadać o świecie, stwierdziłem że dodatkowym orężem może być ten oto blog. I choć w zasadzie jest “bida panie, bida” i tak do końca nie wiadomo jaki jest ten nasz wielki mały świat, postaram się pokazać co o nim sądzę. A myśli mam różne – raz optymistyczne, tudzież pesymistyczne. Stąd przewrotna tej strony nazwa. Zapraszam do czytania i dyskusji…

Czytaj dalej